Vivat Akademia
Periodyk Akademii Górniczo-Hutniczej
27 maj 2017
Strona GłównaVivat AkademiaSWAGHKontakt
O Absolwencie AGH z roku 1949
03 listopad 2010

Biorąc do ręki książkę Małgorzaty Szejnert Czarny Ogród, nie spodziewałem się, że w jej treści doczytam się bardzo ciekawych fragmentów z życia pierwszego dyrektora kopalni Staszic, Bogusława Roskosza, absolwenta AGH z roku 1949 i członka Stowarzyszenia Wychowanków AGH”.

Jak pisze w posłowiu Kazimierz Kutz, „Czarny Ogród to historia spółki Giesche, historia Niemiec, Śląska i Polski, historia powstawania Giszowca i Nikiszowca, a co najważniejsze – historie kilku wybranych rodów z Giszowca które przewijają się i krzyżują przez paskudny wiek XX”.

Książka Czarny Ogród wydana przez Wydawnictwo Znak, Kraków 2007, otrzymała Nagrodę Mediów Publicznych COGITO w dziedzinie literatury pięknej, a ponadto książka jest finalistką: Nagrody Literackiej Nike 2008, Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus 2008, Nagrody Literackiej Gdynia 2008.

Za zgodą Społecznego Instytutu Wydawniczego ZNAK w Krakowie, pod Biogramem Bogusława Roskosza, przedstawiamy kilka fragmentów z książki Czarny Ogród opisujących kilka jego dokonań, bowiem uważamy iż znalezienie się z nazwiska na stronach tak wspaniałej książki jest ogromnym wyróżnieniem dla naszego absolwenta.

Bogusław Roskosz urodził się 7 marca 1925 roku we Lwowie. Ojciec Ignacy Roman był profesorem gimnazjum – uczył języka łacińskiego i greckiego, a matka Helena z domu Kobylańska była nauczycielką geografii i biologii. W 1937 roku ukończył szkołę powszechną im. Zofii Strzałkowskiej we Lwowie i rozpoczął naukę w III gimnazjum im. Kr. Stefana Batorego. Był w tym czasie członkiem 23 Lwowskiej Drużyny Harcerskiej.

Za sowieckiej okupacji Lwowa ukończył VII i VIII klasę średniej szkoły. W czasie okupacji niemieckiej pracował jako goniec i tłumacz w Landinspektion Lemberg-Land. Równocześnie był członkiem organizacji podziemnych drukując gazetki i ulotki. Ze Lwowa wyjechał w maju 1944 roku do Krakowa na polecenie swojego szefa z organizacji M.M. Wojtowicza (po wojnie był doc. w Akademii Medycznej w Poznaniu) ratując się przed aresztowaniem przez sowietów. W lipcu 1944 (mieszkał u rodziny w Bochni) pracował przymusowo przy budowie okopów w rejonie Brzeska. W 1945 roku po zdaniu matury w gimnazjum im Króla Kazimierza Wielkiego w Bochni (klasy dla dorosłych), zaraz w styczniu 1946 roku po zdaniu egzaminu rozpoczął studia na Wydziale Elektromechanicznym Akademii Górniczej w Krakowie, który ukończył w 1949 roku. W czasie studiów brał czynny udział w Kole Naukowym Elektromechaników, a od 1948 roku był jego sekretarzem. Pracę dyplomową obronił w 1950 roku na Wydziale Elektromechanicznym (Sekcja Górnicza) z wynikiem bardzo dobrym i otrzymał stopień inżyniera elektromechanika górniczego oraz stopień magistra nauk technicznych.

Pracę zawodową rozpoczął 1 lipca 1950 w kopalni Bierut w Jaworznie jako sztygar zmianowy. Od dnia 1 stycznia 1951 został przeniesiony służbowo do kopalni Kościuszko-Nowa (w budowie), gdzie pełnił kolejno stanowiska kierownika działu maszynowego, starszego inspektora inwestycyjnego, głównego inżyniera górniczego, a 1 czerwca 1959 został powołany na dyrektora kopalni Staszic (w budowie), a po jej uruchomieniu 20 lipca 1964 na dyrektora kopalni Staszic. Z dniem 1 lipca 1967 został przeniesiony do Katowickiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego na stanowisko inspektora kopalni, pełniąc równocześnie funkcję przewodniczącego Komisji ds. Rekonstrukcji Kopalń. Od dnia 1 lutego 1969, został powołany na stanowisko naczelnego inżyniera dla Pola Zachodniego (przyszłej kopalni Śląsk), kopalni Wujek. Pełnił równocześnie funkcję kierownika ruchu zakładu górniczego dla tej części kopalni Wujek. W dniu 25 lutego 1970, Minister Górnictwa i Energetyki powołał go na Członka Stałego Zespołu Problemowego ds. Efektywności Inwestycji, a 1 stycznia 1976 został przeniesiony do kopalni Lenin (Wesoła) na stanowisko głównego inżyniera inwestycji. Od 1 kwietnia 1980 przeszedł na emeryturę.

Od 1951 roku jest członkiem Stowarzyszenia Wychowanków AGH, a Członkiem SITG od 1950 roku. Pełnił między innymi funkcję przewodniczącego kół SITG kopalni Staszic i kopalni Śląsk. Od 1998 roku przewodniczył Głównej Komisji Seniorów SITG. Na XXIV Walnym Zjeździe SITG, 26 października 2007 nadano mu godność Honorowego Członka SAITG. Posiada między innymi: Złoty Krzyż Zasługi za budowę i uruchomienie kopalni Kościuszko-Nowa,(1954), Krzyż Oficerski O.O.P. za budowę i uruchomienie kopalni Staszic (1964), Sztandar Pracy II klasy za budowę i uruchomienie kopalni Śląsk (1974). Od 1953 roku jest Członkiem Polskiego Związku Łowieckiego. Za społeczną działalność we władzach związku otrzymał w 2004 roku najwyższe odznaczenie łowieckie złoty „ZŁOM”

Artur Bęben


Z książki Małgorzaty Szejnert Czarny Ogród

1958 dyrektor Roskosz na Kresach

W styczniu od pola górniczego Reserve, którego mapą posługiwał się Uthemann, idąc na spacer z braćmi Zillmannami, odcięty zostaje obszar prawie dwunastu kilometrów kwadratowych dla nowej kopalni.

Jej budowniczy dyrektor Bogusław Roskosz jest zawziętym myśliwym i, chodząc po lesie, który niedługo padnie, widzi to samo co Uthemann na początku wieku – cietrzewie w koronach wspaniałych drzew.

Ja umiałem naśladować głos cietrzewi, umiałem za nimi chodzić przez całą noc.

Ma trzydzieści trzy lata, jest lwowiakiem z nauczycielskiej rodziny, jego ojciec urodził się w Horodnicy i pierwszą posadę objął w szkole w Buczaczu, dziadek urodził się w Kopyczyńcu i uczył w Śniatyniu, a pradziadek Franciszek był stolarzem w Gross Strehlitz (Strzelcach Opolskich).

Nie czas żałować lasu, gdy polską racją stanu jest węgiel. Katowickie Zjednoczenie Przemysłu Węglowego musi sięgnąć do bogactw pola Reserve. Ma dwie możliwości – drążyć nowe szyby Wieczorka lub budować nową kopalnię, dla której wymyślono już nazwę Staszic. Zwycięża nowe, bo prostsze i bardziej skuteczne – jak twierdzą fachowcy – a poza tym zgodne z ideologią. Ta kopalnia będzie reprezentować polską myśl techniczną i socjalistyczną politykę społeczną.

Ale pierwszy szyb drąży się tak samo jak za czasów Szymona Kasperczyka z Dziećkowic Jazdu, który o mało nie wyleciał z wiadra. Tym razem ledwie nie spadł na zwałkę dyrektor Roskosz.

Gruz i ziemię wyciągało się kubłem zaczepionym na linie, na kołowrotach. Jak kubeł podjeżdżał do góry, przechylał się i wyrzucał ten urobek. Kiedy w kuble jechał człowiek, trzeba było odpiąć łańcuch, który powodował ten przechył. No i właśnie jadę z mierniczym, a ta kobita na górze zapomniała zwolnić łańcuch z haka i już prawie lecimy!

Biura Staszica urządzono na razie nad przedszkolem, na piętrze willi Uthemanna. Być może dyrektor Roskosz mija się przy wejściu z Marylą Wacławkówną, która dostała tutaj upragnioną posadę przedszkolanki, ale i tak jest już na wylocie – wymówili jej za klerykalizm i w tej sytuacji idzie za ciosem – do pracy na plebanii Świętego Stanisława.

Dyrektor mieszka niedaleko, w dawnej amerykańskiej kolonii. Jego sąsiedzi to lekarz, dyrektor z Ministerstwa Górnictwa i specjaliści z kopalni Wieczorek – kierownik planowania, główny mierniczy; główny mechanik. Mieszkanie ma dwieście pięćdziesiąt osiem metrów kwadratowych powierzchni, dwadzieścia jeden drzwi i trzydzieści okien z małych kwater; żadnej z kopalnianych sprzątaczek nie można namówić na ich umycie.

Bogusław Roskosz chwali sobie miejscowe stosunki; przypominają mu rodzinne Kresy Wschodnie. Którejś nocy stróż Jaworek budzi go wystraszony; że ktoś się tłucze po korcie. Okazuje się, że to tylko borsuk. – Złożyłem się, padł. I już następnego ranka puka do willi aptekarz z Janowa – czy mógłbym od pana odkupić sadło? We wrześniu zapisuję córkę do szkoły; a dyrektor Piasecki pyta, czy mój ojciec uczył we Lwowie. Okazuje się, że robił u ojca maturę, w specjalnym gimnazjum dla starszej młodzieży, którą wojna wytrąciła z normalnego życia – hallerczyków, piłsudczyków; No i zacząłem chodzić Pod Kasztany; do fryzjera, pana Lubowieckiego, najpierw na strzyżenie, a z czasem na pogawędki. Jak mnie dłużej nie było, to pan Ludwik dzwonił po mojego kierowcę i jechał do mnie z pędzlem i brzytwą.

1966 wieńce

Dyrektor Roskosz, o którym wiadomo, że ma broń myśliwską, nie może się ostatnio spokojnie wyspać, nie tylko z powodu planu wydobycia, który w tym roku na pewno nie będzie wykonany. Główną przyczyną zarywania nocy jest wampir z Katowic. Mnożą się wiadomości o ofiarach w Będzinie, Łagiszy, Grodźcu, nie wiadomo, kiedy padnie na Giszowiec, słabo oświetlony w zimowe wieczory i ocieniony drzewami.

Karnawałowe prywatki, w których bierze udział córka dyrektora, kończą się tym, że Bogusław Roskosz bierze strzelbę i eskortuje do domów jej koleżanki.

Lubi czuć broń na ramieniu. Trofea, jakie zdobył, nie są chyba gorsze od trofeów Eduarda Schultego. Dyrektor Roskosz ma na przykład wieniec kozła dziesiątaka, muzealnej wartości, a już szóstak to wspaniała zdobycz.

Schulte i Roskosz nie spotkają się nigdy, by porozmawiać o polowaniach. Pomijając wszystkie inne przeszkody, Eduard Schulte od jakiegoś czasu ciężko choruje; to nieoperacyjny rak żołądka. Umiera w styczniu w Zurychu, w dwa dni po swych siedemdziesiątych piątych urodzinach. Rodzina powierza zwłoki miejscowemu krematorium i chowa prochy w rodzinnej krypcie grobowej w Düsseldorfie. Nie nadchodzą kondolencje ani od rządów alianckich, ani od rządu w Bonn. Nie ma wieńców od instytucji szwajcarskich ani organizacji żydowskich.

1967 Pamiątki Dyrektora Roskosza

Bogusław Roskosz odchodzi (nie na własne życzenie) z kopalni Staszic i porządkuje szuflady. Między umowami o pracę leżą domowe dokumenty, które powinno się trzymać w osobnej kopercie.

Indeks ojca (Pacultate Philosophica, Universitatis Leopolitanae) z podpisami profesorów Twardowskiego, Kasprowicza (liryka nowożytna), Sinki, Witkowskiego, Kryńskiego; 4 Octobris 1907.

Koperta ofrankowana znaczkiem z głową Mościckiego, zaadresowana JW Pan Bogusław Roskosz. – Sam do siebie zaadresowałem, bo chciałem mieć ten znaczek ostemplowany. Na stemplu data 4 lutego 1938.

Świadectwo ślubu wydane przez parafię Świętego Floriana w Krakowie, 20 Januarius 1951, podpis wikarego Karola Wojtyły. – Teść był zły, że wikary udzielał nam ślubu, a nie proboszcz Kurowski, przyjaciel rodziny, ale go właśnie aresztowano, podobno pod zarzutem przewożenia broni.

W 1965 roku kopalnia Staszic z trudem wykonała plan. W następnym roku już nie zdołała. Przekroczono rozmaite limity. Opóźniono budownictwo mieszkaniowe. Nie osiągnięto zaplanowanej wydajności. Utrzymała się wysoka fluktuacja załogi. Wzrosły koszty własne. Przekroczono limity dniówek nadliczbowych i zasiłków chorobowych.

– Nie wykonałem planu, zgoda, nie wykonałem. Ale przecież wszystko zależy od tego, jak się plan ustawi.

2004

Jastrzębska Spółka Węglowa przyjmuje dwustu sześćdziesięciu nowych pracowników; w tym dwustu dwudziestu absolwentów średnich szkół technicznych. Kopalnia Wieczorek chce przyjąć stu sześciu ludzi, bo pięćdziesiąt dwa procent załogi przekroczyło czterdziestkę, a zaledwie osiem procent górników dołowych ma mniej niż trzydzieści jeden lat.

Dyrektor Roskosz może triumfować. Gdyby jeszcze żył Ludwik Lubowiecki, poszedłby do niego na pewno, żeby mu przypomnieć: – A nie mówiłem?

Ma także inny powód do radości. Dostał Złoty Złom, pozłacany listek dębowy, najwyższe odznaczenie łowieckie, ustanowione w 1929 roku i wywodzące się z dawnej tradycji myśliwskiej. Kiedy zabito dużego zwierza, ułamywano gałązkę i jedną część wkładano mu do pyska jako ostatni posiłek, a drugą, umoczoną w krwi postrzałowej, zatykano na kapeluszu tego, kto zabił.

To odznaczenie jest dla myśliwych tak ważne jak kiedyś dla inżynierów z pokolenia Bogusława Roskosza Order Budowniczych Polski Ludowej (były dyrektor go nie ma) i bardziej niż Sztandar Pracy (ten ma).

***

Zakład Lubowieckich [fryzjerski – przyp. red.] ma ciągle doskonałą opinię, ale dyrektorzy kopalni nie przychodzą już tutaj na pogawędki. Czasem przyjeżdża tylko ze swego domku pod lasem, na katowickich Panewnikach, pierwszy dyrektor „Staszica” Bogusław Roskosz. Zwierza się panu Ludwikowi, jaką miał straszną przygodę, połknął sztuczną szczękę. Na szczęście, zręczny chirurg z Janowa, po praktyce w szwedzkiej klinice królewskiej, ocalił pacjentowi gardło i głos. Dyrektor może więc opowiadać nie tylko o tym, jak wytropił byka, za którym chodził od lat, i jak strzelił mu na komorę, ale także przedstawić panu Ludwikowi swoje poglądy gospodarcze.

Otóż politycy i ekonomiści, którzy chcą zamykać kopalnie, powinni się opamiętać. Po pierwsze, nigdy nie wiadomo, kiedy świat znowu zażąda węgla. Po drugie, wiadomo, że energia uzyskana z tego surowca jest najtańsza. Nawet energia z węgla grubego jest prawie dwukrotnie tańsza niż z gazu ziemnego i co najmniej dwa i pół razy tańsza niż z oleju opałowego. A energia z miału jest jeszcze prawie dwa razy tańsza niż z węgla grubego. Po trzecie i najważniejsze, Polska ma węgiel. To nasz surowiec rodzimy, nasze bezpieczeństwo, as w rękawie.