Vivat Akademia
Periodyk Akademii Górniczo-Hutniczej
24 wrzesień 2017
Strona GłównaVivat AkademiaSWAGHKontakt
Wywiad z profesorem Janem Szlązakiem
08 czerwiec 2011

byłym wiceministrem Gospodarki odpowiedzialnym za bezpieczeństwo energetyczne kraju

Czesław Ochab: Panie Ministrze, co spowodowało, że wybrał Pan górnictwo jako kierunek studiów na Wydziale Górniczym AGH w Krakowie?

Jan Szlązak: To był czysty przypadek. Kończąc naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Krzepicach nie miałem sprecyzowanego pomysłu na temat studiów. Myślałem nawet o szkole oficerskiej, ale skutecznie zniechęcił mnie do niej dyrektor Liceum, który nie był chyba entuzjastą wojskowych uczelni. Zdałem maturę plasując się w ścisłej czołówce absolwentów i dalej nie wiedziałem co z sobą zrobić. Wreszcie mój przyjaciel Józiu zaproponował mi abym poszedł razem z nim na AGH w Krakowie. Potem dopiero dotarło do mnie, że Józiu idzie na Wydział Górniczy, a więc i ja też tam złożyłem podanie. Dalej było już normalnie, to znaczy zdałem egzamin i zostałem przyjęty. Dostałem również stypendium mieszkaniowe, a więc miejsce w akademiku przy ul. Reymonta. Nie miałem, niestety stypendium stołówkowego więc żywiłem się w stołówkach studenckich wykupując tzw. wycinki, czyli te bloczki obiadowe, które studenci posiadający pełne wyżywienie z różnych powodów nie wykorzystali. W ten sposób już w pierwszym roku studiów poznałem niemal wszystkie stołówki studenckie w Krakowie.

Jak Pan ocenia z perspektywy czasowej poziom przygotowania do zawodu w owym czasie i czy zdobyta wiedza na Wydziale Górniczym była przydatna w przyszłej pracy zawodowej i w jakim zakresie?

Poziom przygotowania do zawodu górniczego w Akademii Górniczo Hutniczej zarówno w owym czasie, jak i obecnie oceniam bardzo wysoko, zresztą kadra naukowo-dydaktyczna była tu i jest nadal wyśmienita. Nie oznacza to jednak, że wszystkiego co potrzebne w pracy zawodowej można nauczyć się na studiach. Wiedzę zdobywa się i poszerza w ciągu całego życia zawodowego. Jestem absolwentem sekcji Projektowania i Budowy Zakładów Górniczych. Sekcja ta utworzona została na Wydziale Górniczym przez prof. Bolesława Krupińskiego i była Jego oczkiem w głowie. Pamiętam, że w owym czasie pan profesor prowadził dla studentów tej sekcji bardzo interesujące wykłady. Równocześnie pełnił On bardzo odpowiedzialne funkcje państwowe – był m.in. wiceministrem górnictwa – i nie miał zbyt wiele czasu. Każdy Jego pobyt na uczelni i wykłady były więc wydarzeniem wyjątkowym.

Sekcja nasza przygotowywała inżynierów dla biur projektowych. Z pewnością było to bardzo dobre przygotowanie do pracy w tym zawodzie. Nie wszyscy jednak trafili do biur projektowych. W owym czasie studenci korzystali powszechnie ze stypendiów fundowanych przez kopalnie. Po skończeniu studiów stypendium należało odpracować w kopalni fundującej (3 lata) albo pobraną kwotę spłacić fundatorowi. W większości studentów nie było stać na spłatę stypendium, podejmowali więc prace w kopalniach – fundatorach nie zawsze w zgodzie ze swoją specjalnością wyuczoną i w tym sensie zdobyta wiedza nie zawsze była w pełni wykorzystana. Tak też było ze mną. Miałem stypendium z ówczesnej kopalni „Zabrze” i tam rozpocząłem moją karierę zawodową pracując w oddziałach przygotowawczych, wydobywczych i w wentylacji. Nie wykorzystałem więc mojego przygotowania do prac projektowych chociaż będąc już w kierownictwie kopalni łatwiej porozumiewałem się z obsługującym kopalnię biurem projektów.

Znane są Pana dokonania na niwie sportowej, gdyż uprawiał pan podnoszenie ciężarów. Czy czynne uprawianie sportu sprzyjało studiom, a później pomagało w niełatwym przecież zawodzie inżyniera górnika?

To prawda. Przez kilka lat uprawiałem ten sport w klubie sportowym OLSZA Kraków, należącym wówczas do Federacji Kolejarz. Raz nawet zdobyłem tytuł wicemistrza Polski tej Federacji. Sport wymaga dyscypliny wewnętrznej. Dyscyplina zaś jest niezbędna w każdym działaniu, zwłaszcza w tak trudnym zawodzie, jak górnictwo. Z tego więc punktu widzenia uważam, że uprawianie sportu przez młodego człowieka jest przydatne nie tylko w czasie, kiedy jest on czynnym sportowcem, ale również w jego późniejszym życiu. Sport kształtuje charakter. Mnie osobiście to sportowe zahartowanie pomagało przełamywać napotykane trudności życiowe i radzić sobie w chwilach słabości.

Był Pan twórcą i równocześnie realizował Pan program restrukturyzacji przemysłu węglowego w Polsce. Jak Pan ocenia z perspektywy czasu realizację tego programu i osiągnięte efekty z punktu widzenia praktyka i człowieka zajmującego się nauką?

Restrukturyzacja górnictwa rozpoczęła się wraz z przemianami gospodarczymi w Polsce w latach 1989/90. Przemysł górniczy zmienił się wówczas, z dnia na dzień, z przemysłu narodowego na zwykły przemysł jak każdy inny, podlegający prawom ekonomicznym. Okazało się wówczas, że węgla na rynku jest za dużo, górników za dużo, a kopalnie są po prostu w większości przypadków nierentowne i w dodatku obciążone zbędną dla produkcji infrastrukturą. Podejmowano więc różne formy restrukturyzacji górnictwa. Były one jednak mało skuteczne. Potrzebne było radykalne działanie, ale z ochroną górników. Takim programem był właśnie ten realizowany w latach 1998–2002 przez rząd premiera Jerzego Buzka. Byłem faktycznie współtwórcą i realizatorem tego programu. W tym czasie z górnictwa odeszło, korzystając z rożnego rodzaju osłon socjalnych, ok. 100 tys. górników i zamknięto 21 nierentownych kopalń. Działania te pozwoliły na zrównoważenie rynku węglowego i zbliżenie się górnictwa do rentowności, którą ostatecznie górnictwo uzyskało w 2004 roku. Dzisiaj mówimy o wejściu na GPW poszczególnych spółek węglowych. Moim zdaniem nie byłoby to możliwe bez realizacji tego radykalnego-programu, który dał podstawę do ekonomicznie uzasadnionej działalności kopalń. Program ten został wyróżniony w 2004 roku przez Międzynarodowe Stowarzyszenie Zarządzania Projektami jako przykład wybitnego i skutecznie zrealizowanego projektu.

Utrzymanie rentowności polskiego górnictwa wymaga jednak dalszych, a właściwie ciągłych działań restrukturyzacyjnych. Zaniedbania w tym obszarze mogą skończyć się nawrotem choroby, jaką jest brak rentowności poszczególnych kopalń i całego górnictwa. Uważam zatem, że realizowany przeze mnie program był właściwy i niezbędny dla przywrócenia górnictwu równowagi. Program ten był nadzorowany przez cały Rząd Jerzego Buzka, a w szczególności przez wicepremiera Janusza Steinhoffa i profesora, późniejszego wiceministra, Andrzeja Karbownika. Tak wielka operacja wymagała całego zespołu ekspertów. Jestem przekonany, że był on odpowiednio dobrany, a wynik jego działania jest pozytywny. W tym działaniu zespoliła się wiedza praktyków i naukowców.

Jakie dalsze działania według pana profesora powinny być poczynione, aby restrukturyzacja przemysłu węglowego przyniosła oczekiwane efekty?

Dalsze działania to ciągła restrukturyzacja poszczególnych kopalń i całego górnictwa, to odtwarzanie zdolności produkcyjnych poprzez udostępnianie nowych poziomów, pokładów i pól eksploatacyjnych. Potrzebne są na to pieniądze, a te można pozyskać albo od inwestora strategicznego, albo z giełdy. Myślę, że giełda jest lepszym rozwiązaniem. Na dotacje państwowe chyba nie ma co liczyć. Należy jednak mieć również na uwadze fakt, że polskie kopalnie wydobywają węgiel w bardzo trudnych warunkach geologicznych, co wiąże się z kosztami eksploatacji wyższymi niż np. w Australii lub RPA. Zatem, moim zdaniem konkurencyjność polskiego węgla na rynkach światowych będzie maleć, ale węgiel w Polsce będzie potrzebny jeszcze przez wiele lat.

Wiadomym jest, że pan równocześnie z karierą zawodową kontynuował i rozwijał działalność naukową. Jakie czynniki oprócz niewątpliwych zdolności i umiejętności organizacji pracy sprawiły, że pan i na tym polu osiągnął największe sukcesy?

Działalność naukowa zawsze mnie „kręciła”, jak to mówią młodzi ludzie. Dowodem na to była obroniona przeze mnie praca doktorska w 1980 roku, kiedy pracowałem w kopalni. Doktoraty osób pracujących na pełnym etacie pod ziemią w kopalni praktycznie wówczas nie miały miejsca. W owym czasie byłem chyba jedynym takim przypadkiem. Habilitację robiłem dopiero po dwudziestu latach. Tak duża odległość czasowa była spowodowana kolejnymi awansami w górnictwie. Jednak cały ten czas utrzymywałem łączność z Akademią Górniczo-Hutniczą, pisałem artykuły naukowe i brałem czynny udział w życiu naszej uczelni. Odpowiadając wprost na pytanie myślę, że moje osiągnięcia również na polu naukowym były spowodowane hartem ducha (może to sport) i prawdziwym zaangażowaniem się w problematykę naukową, tę bliższą praktyki. Pracując w kopalni miałem możliwości wykonywania różnych pomiarów i badań, które następnie były przedmiotem szczegółowej analizy naukowej. Myślę, że to dobre połączenie nauki z przemysłem.

Obecnie jest pan profesorem w Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Czym oprócz pracy naukowo-dydaktycznej pan się obecnie zajmuje i czy jest to nowe wyzwanie w dotychczasowej pracy?

Zanim podjąłem pracę w Politechnice Śląskiej w Gliwicach pracowałem prawie 10 lat w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie obejmując w 2003 roku funkcję profesora nadzwyczajnego tej uczelni. Faktycznie, zawsze oprócz głównego zajęcia musiałem mieć „coś dodatkowego”. Tak było kiedy pracowałem w przemyśle. Wówczas tym „czymś dodatkowym” była praca naukowa. Teraz praca naukowo-dydaktyczna jest moim głównym zajęciem, a moją wiedzę z zakresu zarządzania przedsiębiorstwem wykorzystuję nadal w formie doradztwa gospodarczego. Ta właśnie działalność doradcza jest obecnie dla mnie tym dodatkiem, tym nowym wyzwaniem, gdzie mogę spożytkować moje doświadczenie z okresu pracy w przemyśle. Zarówno praca na uczelni, jak i moje zajęcie biznesowe dają mi wiele satysfakcji.

Co w pana dotychczasowej i różnorodnej pracy dało największą satysfakcję i zadowolenie, a co uważa pan, że było niepowodzeniem?

Robiąc taki „rachunek sumienia” mogę niewątpliwie dostrzec w swoim życiu zawodowym jaśniejsze i ciemniejsze punkty. Trudno jednak byłoby mi wskazać, że coś było sukcesem, a coś przegraną. Nie można życia oceniać tylko w kolorach czarno-białych. Większość czasu to przecież kolor pośredni – szary. Myślę, że niewątpliwym sukcesem było zdobywanie kolejnych awansów zawodowych i naukowych. Każdy ambitny człowiek chce przecież awansować, to normalne. Ja do każdego zadania podchodziłem z pełnym zaangażowaniem. Okresem szczególnie intensywnego wysiłku był okres mojej pracy na stanowisku wiceministra gospodarki. Odpowiadałem wtedy m.in. za górnictwo i gazownictwo. Realizowałem wówczas bardzo trudny program restrukturyzacji, o którym była już mowa. Wtedy to najwięcej głosów krytyki było pod moim adresem, zwłaszcza ze strony związków zawodowych, ale także innych bardziej światłych osób. Historia pokazała, że realizacja tego programu była konieczna. Podobnie było z dywersyfikacją dostaw gazu do Polski. Rząd Jerzego Buzka, w którym odpowiadałem również za bezpieczeństwo energetyczne kraju, opracował projekt i parafował kontrakt dotyczący zaopatrzenia Polski w gaz ziemny z Norwegii bezpośrednim rurociągiem. Niestety, następne ekipy rządowe zaniechały realizacji tego projektu, który miał być gotowy już w 2006 roku. Gdyby rurociąg norweski był – nie byłoby dzisiaj problemu z zaopatrzeniem Polski w gaz. Interesy niektórych polityków i oligarchów przeważyły nad zdrowym, ekonomicznie uzasadnionym rozsądkiem. To na pewno można nazwać niepowodzeniem i to nie tylko moim – to była przegrana Polski, a konsekwencje tej przegranej jeszcze długo będziemy wszyscy odczuwać.

Jakie przesłanie mógłby pan przekazać nowym adeptom sztuki górniczej, absolwentom AGH, aby chociaż w niewielkim zakresie mogli się pochwalić podobnymi osiągnięciami w życiu zawodowym jak pan profesor?

Dziękuję za pozytywną ocenę moich osiągnięć zawodowych. Absolwentom AGH życzę przede wszystkim wiary w możliwości osiągnięcia sukcesu zawodowego. O tym, że to realne może świadczyć ranking uczelni publikowany na łamach Rzeczpospolitej pod kątem rozwoju kariery zawodowej ich absolwentów. Okazało się, że najwięcej stanowisk prezesów zarządów spółek prawa handlowego obejmują absolwenci AGH. Wyprzedziliśmy pod tym względem tak renomowane uczelnie jak SGH, Politechnikę Warszawską, czy Uniwersytet Jagielloński. Ciągłe poszerzanie zdobytej w murach uczelni wiedzy to rada na drogę życia zawodowego. Jestem przekonany o tym, że wszyscy absolwenci AGH noszą marszałkowskie buławy w tornistrach, ich wydobycie to tylko kwestia czasu.

Rozmawiał Czesław Ochab


Jan Szlązak urodził się 5 listopada l942 roku w Stanisławowie, woj. śląskie. Ukończył miejscową szkołę podstawową i Liceum Ogólnokształcące im. Władysława Broniewskiego w Krzepicach, słynne z tego, że tę szkołę ukończył również znakomity kardiochirurg prof. Marian Zembala.

W 1960 roku rozpoczął studia na wydziale Górniczym Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Studiował na specjalności Projektowanie i Budowa Zakładów Górniczych, gdzie 14 grudnia 1966 roku obronił pracę magisterską, a 2 stycznia 1967 roku podjął pracę w ówczesnej KWK „Zabrze”, która to kopalnia była fundatorem jego stypendium w czasie studiów. W kopalni „Zabrze” pracował do 31 marca 1993 roku przechodząc wszystkie szczeble kariery górniczej, od stażysty do dyrektora kopalni włącznie.

W okresie od 1 kwietnia 1993 do 20 listopada 1997 roku był powołany na prezesa zarządu najpierw Rudzkiej Spółki Węglowej SA, a następnie Jastrzębskiej Spółki Węglowej SA. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w okresie Jego prezesowania obydwie Spółki wyszły na prowadzenie w ówczesnej grupie siedmiu Spółek Węglowych.

Od 21 listopada 1997 do 15 maja 2000 roku pełnił funkcję wiceministra Gospodarki, podsekretarza stanu, gdzie był odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne kraju, w tym za górnictwo, koksownictwo, hutnictwo, energetykę, paliwa płynne i gazowe. Nadzorował realizację wielu istotnych dla gospodarki programów, w szczególności programu restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego. Program ten dał podstawy późniejszej rentownej działalności tej branży.

W okresie od 30 sierpnia 2000 do 31 marca 2002 roku pracował w Południowym Koncernie Energetycznym SA pełniąc funkcję Wiceprezesa ds. Strategii i Rozwoju. Był to początek działania koncernu, więc razem z pozostałymi członkami zarządu tworzył dopiero ten obecnie potężny organizm gospodarczy. Od kwietnia 2002 roku do chwili obecnej prowadzi działalność gospodarczą o charakterze doradczym.

Równolegle do pracy w przemyśle Jan Szlązak zajmował się nauką utrzymując stały kontakt z Akademią Górniczo-Hutniczą w Krakowie, w której 16 grudnia 1980 roku obronił pracę doktorską na Wydziale Górniczym AGH, a 26 października 2000 roku uzyskał stopień doktora habilitowanego. W okresie od 1 stycznia 1998 do 30 września 2007 roku pracował na Wydziale Górniczym AGH, najpierw na pół etatu – jako adiunkt, a od kwietnia 2003 roku jako profesor nadzwyczajny.

W dniu 15 marca 2010 roku podjął pracę na Wydziale Górnictwa i Geologii Politechniki Śląskiej w Gliwicach na stanowisku profesora nadzwyczajnego oraz zastępcy Dyrektora Instytutu Eksploatacji Podziemnej Złóż. Jest autorem i współautorem ponad 80 artykułów naukowych oraz sześciu monografii i dwóch podręczników akademickich oraz wielu prac niepublikowanych realizowanych na zlecenie przemysłu.