Vivat Akademia
Periodyk Akademii Górniczo-Hutniczej
25 czerwiec 2017
Strona GłównaVivat AkademiaSWAGHKontakt
Człowiek, który uratował KWK "Janina" przed likwidacją
23 styczeń 2014

Kolega Jerzy Wróbel – Wiceprezes Południowego Koncernu Węglowego w Jaworznie, Generalny Dyrektor I Stopnia.

Jak to się stało, że z miejscowości rolniczej – Bestwina k. Bielska – trafiłeś do Górnictwa?

Nie całkiem rolniczej, bo Bestwina zawsze dostarczała do okolicznych kopalń (Brzeszcze, Silesia, Jastrzębska Spółka Węglowa) wielu znakomitych fachowców górniczych i stąd jej związki z przemysłem węglowym ciągną się od początków XX wieku.

Pracowało się w okolicznych kopalniach, a odpoczywało w domach pobudowanych w podgórskim klimacie w tradycjach i wspomnieniach o górniczym trudzie.

Decyzję o studiowaniu w AGH w Krakowie na Wydziale Górniczym podjąłem po ukończeniu szkoły średniej. Już jako absolwent tej szacownej Uczelni, w 1980r. rozpocząłem pracę na KWK „Czeczott”, wtedy jeszcze w budowie. Tam odbywałem staż zapoznając się z technikami budowy nowej kopalni. Potem był okres stażu też w nowej KWK „Piast” i ponowny powrót do KWK „Czeczott” w grudniu 1980r. W KWK „Czeczott” pracowałem przechodząc wszystkie szczeble górniczych doświadczeń od nadgórnika, aż po dyrektora, którym zostałem w listopadzie 1993r. W tym okresie z wydobycia dobowego ~ 1.500 ton kopalnia osiągnęła wydobycie około 20 tys. t/dobę. Był to szalony przyrost wydobycia, bo wymagał on powiększenia załogi z 2 tys. do ponad 8 tys. Załogi , która nie przybywała z doświadczeniem zawodu górniczego, ale często prosto oderwana od roli. Więc nie tylko produkcja, ale wykształcenie tych ludzi na dobrych górników było nie lada sprawą. W tym cyklu rozwojowym uczestniczyła też ówczesna kadra inżynieryjno-techniczna rekrutowana prosto po studiach.

O udanym przedsięwzięciu świadczy chociażby to, że wielu z tych inżynierów do dzisiaj sprawuje kierownicze stanowiska w resorcie górniczym, chociażby mój Prezes PKW w Jaworznie mgr inż. K. Grzechnik, dyrektor KWK „Piast” mgr inż. J. Kudela i mgr inż. Jan Gil-dyr. Zakładów Remontów-Produkcyjnych w Kompanii Węglowej. Wielu moich kolegów, wtedy jeszcze młodych „fuksów” (jak Adam Szkarłat, Józef Dziubek, Leszek Gąsiorek i inni), dzisiaj stanowi kadrę kierowniczą kopalni „Piast”, „Janina”, „Brzeszcze” i innych. Motorem tych sukcesów ówczesnej KWK „Czeczott” była kadra inżynieryjno-techniczna, która postawiła na śmiałe nowatorskie rozwiązania organizacyjno-techniczne i koncentrację wydobycia.

Kuriozum tego wszystkiego było to, że kopalnia „Czeczott” powstała w dziewiczym terenie rolniczym w gminie Wola bez właściwego rozeznania geologicznego, co mściło się to niejednokrotnie w realizacji założeń techniczno-organizacyjnych. Ilość odkrywanych uskoków, dyslokacji pokładów węgla występowała w niespotykanej skali jak na polskie górnictwo. Wraz z budową kopalni szła budowa równolegle infrastruktury socjalnej na powierzchni (osiedle bloków, osiedle domków jednorodzinnych, obiekty socjalne, zdrowotne, logistyka transportu zarówno autobusowego jak i kolejowego). Dla naszych pracowników wybudowaliśmy też kilka ośrodków wczasowo-rekreacyjnych w górach: w Zawoi, Szklarskiej Porębie, Krynicy i nad morzem w Jarosławcu. Wspomnę też, że od początku narodzin kopalni powstało koło SIiTG oraz koło SW AGH, które to zaszczepiły wśród załogi tradycje górnicze poprzez pokazywanie rytuałów górniczych na Karczmach Piwnych i Biesiadach.

Wspominasz o sukcesach, o wielkości tej kopalni na której dojrzewał Twój warsztat i doświadczenie, a co o emocjach i bolesnych wspomnieniach?

Oczywiście, że i te sytuacje miały miejsce. Wspomnę, że w 1987r. przeżywaliśmy pierwszy pożar egzogeniczny, gdy w głównym przekopie na poz. 500 w zawodnionej szczelinie uskokowej powstało ognisko pożaru. Groziło to unieruchomieniem znacznej części kopalni. Sprawna akcja ppoż. prowadzona przez ówczesne kierownictwo kopalni zapobiegła nieszczęściu.

Uczestniczyłem też jako kierujący akcją ratowniczą w lipcu 1994r. w ratowaniu życia 5 górników, którzy na skutek zawału chodnika w pokł. 207 na poz. 500 zostali odcięci od obiegowego prądu powietrza. Po 2 dniach akcji wszystkich 5 wywieźliśmy na powierzchnię. Byli żywi i zdrowi. Uważam to za „cudowne zdarzenie”.

Przez 3 lata byłeś dyrektorem KWK „Czeczott”. W tym czasie w 1995r. byłeś organizatorem 10-lecia swojej kopalni. Jeszcze wtedy rysowała się dalsza świetność kopalni, która dzisiaj już nie istnieje.

No tak, racja. Kopalnia przestała być samodzielnym podmiotem prawnym i działała w obrębie Nadwiślańskiej Spółki Węglowej, która musiała dostosowywać się do realiów rynkowych i wymogów Unii Europejskiej. Czy kopalnia musiała być wygaszona? Pozostawiam tę odpowiedź przyszłości jako, że mamy przykład kopalnie – „Silesia” i „Janina” skazane na likwidację, a dzisiaj świetnie prosperujące u nowych właścicieli.

No właśnie i tu dochodzimy do meritum: Od października 2000r. zostajesz dyrektorem KWK „Janina” i co dalej? „Janina” istnieje i ma się dobrze. Co się zmieniło?

Od kwietnia 2004r. zmienił się właściciel. Kompania Węglowa po długiej i uporczywej argumentacji przystała na utworzenie Spółki ZGE „Janina” Sp. z o.o., której głównym udziałowcem stał się PKE S.A. w Jaworznie. Obecnie kopalnia prosperuje w Południowym Koncernie Węglowym, którego głównym akcjonariuszem jest Tauron Polska Energia SA.

Przez cały ten czas, zakusów na likwidację „Janiny”, wykonywaliśmy analizy i argumentowaliśmy za jej dalszym istnieniem. Kopalnia ma olbrzymie ilości węgla, ponad 2 mld ton w zasobach bilansowych, zalegających na stosunkowo niewielkiej głębokości, a także w obszarze rolniczym, słabo zurbanizowanym, co nie jest bez znaczenia z uwagi na szkody górnicze. Ta nasza argumentacja była na tyle rzetelna i przekonywająca, że popierały nas: społeczność Libiąża, samorząd gminny, parlamentarzyści oraz inne opiniotwórcze gremia. Udało się. Dzisiaj kondycja KWK „Janina” po uruchomieniu inwestycji ma się coraz lepiej i zdrowiej, a kilka tysięcy ludzi zachowało miejsca pracy.

Jak mi wiadomo, spotkało Cię za to uznanie ze strony władz Libiąża.

Rzeczywiście, 15 lipca 2012 roku Rada Miasta Libiąż nadała mi tytuł „Honorowego Obywatela Libiąża”, który przyznawany jest dla ludzi działających na rzecz miasta. Do tej pory uhonorowano tak tylko 8 osób.

Gratuluję, ale wróćmy do Twoich spraw zawodowych. Co było dalej?

Po uregulowaniu właścicielskim od 1 lipca 2005 r. zostaję powołany w skład Zarządu PKW S.A. w Jaworznie na Zastępcę Prezesa ds. Handlowych. W strukturze PKW są zakłady górnicze „Sobieski”, „Janina”, w każdym z nich są węgle o różnym stopniu zanieczyszczenia, o różnej kaloryczności i różnym zasiarczeniu. Moim zadaniem było organizowanie zbytu węgla i dbanie o jego jakość.

Myślę, że udało się nam wyjść z tego z pożytkiem dla naszej Firmy jak również dla naszego strategicznego odbiorcy, którym są elektrownie należące do Tauronu, ale również pozostały rynek.

Obecnie pełnię funkcję Wiceprezesa Zarządu PKW SA, dyrektora d/s technicznych.

Zielone światełko zaświecone przy tworzeniu PKW świeci w „Janinie” coraz jaśniej wbrew „prognozom” pesymistów i koniunkturalistów. Obecnie dla zbytu węgla są nie najlepsze czasy. Na przykopalnianych składach zalega kilka milionów ton, ale ten problem nie dotyka PKW S.A.

Ostatnio wróciłeś z „misji węglowej” do Indii. Co sądzisz o naszych udziałach w ich rynku węglowym, który własnego surowca wydobywa rocznie ponad 500 mln ton?

Dla polskiej techniki górniczej, dla podziemnego budownictwa górniczego jest to rynek bardzo dużych możliwości, ale i dla kształcenia ich kadr inżynierskich na naszych wspaniałych uczelniach górniczych też jest miejsce, tym bardziej, że między stronami w tej sprawie powstała wola współpracy.

Czy tylko życie zawodowe określa Twoją osobowość, a co z prywatnymi upodobaniami?

Dużą wagę przykładam do życia rodzinnego. Odpukać, jak do tej pory wszystko się szczęśliwie ułożyło. Mam wspaniałą żonę Urszulę, troje dzieci, z których najstarszy Michał i starsza córka Beatka założyli już własne rodziny, a najmłodsza Zuzia studiuje na Uniwersytecie Śląskim.

Duże zaangażowanie zawodowe nie pozostawia czasu na realizację własnego hobby.

Bardzo chętnie wykorzystuję wolny czas na szczątkową realizację swojej największej pasji, czyli strzelectwa sportowego. W tej dyscyplinie uczestniczyłem już od szkoły podstawowej, a będąc studentem reprezentowałem AGH w zawodach strzeleckich na szczeblu międzyuczelnianym.

Ponadto wolne chwile poświęcam turystyce, a szczególnie turystyce samochodowej.

Kończąc rozmowę z Tobą Jurku;

Chciałbym w imieniu Zarządu Głównego SW AGH wyrazić głęboką wdzięczność dla PKW S.A. za coroczne uczestniczenie w charytatywnej Akcji Zapomóg SW AGH na rzecz sierot i wdów, a osobiście Tobie, że będąc członkiem ZG SW znajdowałeś czas i zrozumienie przy rozpatrywaniu wniosków zapomogowych przez Zespół ds. Akcji Zapomóg oraz na uczestniczenie w spotkaniach koleżeńskich Stowarzyszenia Wychowanków.

Rozmawiał Henryk Konieczko